fbpx
Łączy nas przyszłość!
Lewica

- Czy obecny chaos to jest niekompetencja, czy też celowe działanie? Okazuje się też, że są w Polsce firmy, które napchały sobie silosy i magazyny zbożem. Pytanie jakie powiązania polityczne mają te firmy? - mówił poseł Arkadiusz Iwaniak podczas konferencji prasowej przed Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Jak podkreślił „trzeba sprawdzić jakie firmy na tym najwięcej zarobiły”. 

W związku z blokadą ukraińskich portów przez Rosję, nasz kraj zobowiązał się pomóc w tranzycie zboża z Ukrainy na rynki trzecie. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi pomimo zobowiązań nie przygotowało się ani do transportu płodów rolnych, ani nie kontroluje napływu zbóż i owoców miękkich, a także nie reagowało na sygnały, że zboże nie jest wywożone z Polski. Spowodowało to realne straty finansowe wśród rolników oszacowane podczas okrągłego stołu w resorcie rolnictwa na 10 mld zł, magazyny i silosy zbożowe są pełne a polska wieś wrze. Minister rolnictwa Henryk Kowalczyk i premier Mateusz Morawiecki podjęli działania dopiero wtedy, kiedy rolnicy zorganizowali protesty i sprawy nie dało się już zamieść pod dywan.  

Polski rolnik chce dymisji ministra Kowalczyka i my się pod tym wnioskiem podpisujemy 

- Ministerstwo Rolnictwa de facto nie ma szefa, ponieważ kierownictwo resortu nad niczym nie panuje. Dopiero wczoraj, pod naporem protestów rolniczych minister Kowalczyk wystąpił z projektem uchwały na posiedzenie Rady Ministrów, żeby nałożyć na ukraińskie zboża cła. Pytamy się pana ministra: co Pan robił w lutym, w styczniu, w grudniu, w listopadzie, w październiku – w tych wszystkim miesiącach, kiedy rolnicy alarmowali, że jest problem? Alarmowali, że jest ma miejsce niekontrolowany napływ ukraińskiego zboża. Co Pan wtedy robił? – mówił poseł Tomasz Trela.  

- Co wtedy robił pan komisarz Janusz Wojciechowski, którym się chwalicie i obnosicie, że jest to ambasador Polski w Unii Europejskiej, który pilnuje interesów polskiej wsi. Gdzie państwo wszyscy byliście, kiedy trzeba było interweniować i występować o cło? – dopytywał.  

- W zeszłym roku minister Kowalczyk mówił do rolników, aby się niczym nie martwili, bo wszystko jest pod kontrolą. Namawiał, aby nie sprzedawać zboża, bo będzie na nie rybek zbytu. Dzisiaj rolnicy mają miliony ton w swoich składach i nie mają co z tym zrobić – podkreślił. 

- Polski rolnik chce dymisji ministra Kowalczyka i my się pod tym wnioskiem podpisujemy. Dziś minister woli zajmować się polityką, niż zajmować się rozwiązywaniem problemów polskiej wsi – oświadczył. 

Posłowie Lewicy podjęli rozmowy w resorcie rolnictwa w celu uzyskania odpowiedzi na ważne dla rynku płodów rolnych w Polsce pytania. - Czy Polska ma kontrolę fitosanitarną nad zbożem, które napływa do nas z Ukrainy? Odpowiedź: cisza. Czy wiemy, ile zboża już wjechało do Polski? Dziś możemy szacować, chociaż w naszym ręku jest europejski system do kontroli ilości napływających produktów spożywczych przekracza granicę Unii Europejskiej. Ile zboża technicznego napłynęło do Polski? Odpowiedź: cisza. Jakie są plany ograniczenia napływu zboża do Polski? Odpowiedź: cisza. Dlaczego od początku trwania tego importu nie plombowano i nie kaucjonowano zboża? - wyliczał poseł Arkadiusz Iwaniak.  

Dlaczego w ministerstwie rolnictwa nie lecą głowy?

- Wczorajsze straty oszacowane podczas okrągłego stołu to jest 10 mld zł i pytanie jest zasadnicze: kto za to zapłaci. Dlaczego nie lecą za to głowy, skoro straty są w wysokości 10 mld? – dopytywał.  

- Czy obecny chaos to jest niekompetencja czy też celowe działanie? Okazuje się też, że są w Polsce firmy, które napchały sobie silosy i magazyny zbożem. Pytanie jakie powiązania polityczne mają te firmy? – drążył. 

- Główne wytłumaczenie: przecież mieliśmy pomagać Ukrainie – zgoda, mamy pomagać, ale to miało być tak, że zboże z tego kraju miało trafić np. do Afryki. A nie wiemy, ile zboża do nas trafiło i ile podległo tranzytowi. Przepustowość polskich portów to jest 800 tysięcy ton, a deklaracja ministra była na 20 mln ton, to tu matematyka się nie zgadza – podkreślił. 

- Pytanie czy zdążymy nałożyć cła przed kolejnymi zbiorami i dlaczego nie reagowano wcześniej, skoro już w listopadzie Ministerstwo Rolnictwa wiedziało, że zaczyna się poważny problem. Trzeba sprawdzić jakie firmy na tym najwięcej zarobiły – stwierdził. 

- Uprzedzaliśmy w zeszłym roku, że może mieć miejsce niekontrolowany napływ do Polski owoców miękkich. Dziś na targowiskach w Warszawie można kupić truskawkę, która sprzedawana jest jako Polska, a to nie możliwe nawet jeżeli hodowana by była w szklarni. W zeszłym roku dawaliśmy rozwiązania Ministerstwu Rolnictwa w tej sprawie, ale nie zostały one wykorzystane – mówił Daniel Oliszewski, producent owoców i polityk Nowej Lewicy. 

Rejestr przywozu warzyw i owoców do Polski

Krajowi konsumenci mają określone preferencje, najczęściej wybierają polskie produkty rolne. Lubimy je za dobry smak i wysoką jakość. Chcemy jeść świeże owoce i warzywa a nie te, które przebyły długą drogę i zostały chemicznie “wzmocnione”, aby ją przetrwać. Odpowiedzią Lewicy na ten problem jest ustawa, która wprowadza rejestr przywozu warzyw i owoców do Polski, a także nada kompetencje Inspekcji Handlowej do kontroli przywożonych do naszego kraju płodów rolnych.  

- Dziś polscy producenci mają kłopot ze sprzedażą polskich jabłek, a ceny na rynku są sztucznie zaniżane. Rujnuje to krajowych producentów, ale zarabiają na tym określone firmy. Ciekawe jak one są politycznie ustosunkowane? - oświadczył. 

- Ministerstwo Rolnictwa powinno wziąć się za robotę – podkreślił. 

 

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Rozumiem
2023