fbpx
Łączy nas przyszłość!
Lewica

Wraz Krzysztofem Śmiszkiem przyjechaliśmy dziś do Brodnicy, a konkretnie do siedziby komercyjnej firmy Samindruk, której minister Sasin zlecił drukowanie pakietów wyborczych. 

Zgodnie z ustawą o wykonywaniu ustawy o mandacie posła i senatora, każdy parlamentarzysta ma prawo udać się do urzędu czy przedsiębiorstwa i poprosić o wyjaśnienia nurtujących go kwestii. Dotyczy to także firm prywatnych, które otrzymują zamówienia od państwowych podmiotów. Tak jest w tym przypadku. W imieniu Polek i Polaków chcieliśmy zapytać o: 
- dane zleceniodawcy 
- datę złożenia zlecenia 
- przedmiot zlecenia 
- koszt brutto 
- termin wykonania zlecenia 
- specyfikację produktu 
- liczbę zamówionych sztuk wydruku 
- wymiary i gramaturę produktu 
- technikę druku 
- charakterystykę wzoru graficznego 
- termin płatności i jego formę 
- sposób pakowania produktu 
- miejsce odbioru 
- kto miał dostęp do dokumentów 
- jaką drogą dotarł plik do wydruku 
- jak wyglądała kontrola drukowanych kart

NIE ZOSTALIŚMY WPUSZCZENI DO ŚRODKA. NIKT DO NAS NIE WYSZEDŁ. WŁADZE FIRMY NIE ULEGŁY TAKŻE PO TYM, GDY NA MIEJSCE PRZYJECHAŁA POLICJA I POUCZYŁA ICH, ŻE – JAKO POSŁOWIE NA SEJM RP - DZIAŁAMY ZGODNIE Z PRAWEM.

Siedziba brodnickiej firmy jest niczym twierdza. Drukuje karty wyborcze, ale nie chce powiedzieć jak, za ile i na czyje zlecenie to robi. Zamiast odpowiedzi na kilka prostych pytań dostaliśmy tajemnice i sekrety, a także jawne łamanie prawa, a także panikę i strach, że coś się wyda. A boi się tylko ten, kto ma coś do ukrycia. Dowiemy się co ukrywa firma Samindruk i minister Jacek Sasin. Dowiemy się i wszyscy winni poniosą konsekwencje.

Obowiązkiem posła opozycji jest pytać. Próbowaliśmy to dziś zrobić i będziemy próbować dalej.

Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka

UWAGA! Ten serwis używa cookies i podobnych technologii.

Brak zmiany ustawienia przeglądarki oznacza zgodę na to. Czytaj więcej…

Rozumiem
2023